Stojąc przed Najświętszym

Następnego poranka odwiedziliśmy słynny z filmu „Auta” Wigwam Motel, który prowadziła filmowa Sally. Ona zauważyła, że pokoje wymagają remontu co zaowocowało przemianą motelu. Niestety właściciele prawdziwego nie zauważyli aluzji i nie poszli za nią. Z zewnątrz wigwamy prezentują się ciekawie, natomiast ich środek pamięta dawne lata świetności.

Przy wigwamach stoją samochody z czasów kiedy droga 66 była główną autostradą USA. Spotkaliśmy tam też pewnego mężczyznę, który opowiedział nam jak jego żona jako dziecko jeździła często z rodzicami i dokładnie pamiętała te miejsca, a teraz po 60 latach odnawiają wspomnienia.

Poruszaliśmy się dalej przez pustynię Arizony zmierzając w stronę Kalifornii. Pojawił się też krater po uderzeniu meteoru sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat, który jak się okazało jest najlepiej zachowany na świecie!

Ciekawym doświadczeniem było zwiedzenie Two Guns- opuszczonego miasteczka Indian zamieszkujących te tereny przed wysiedleniem.

Można po drodze spotkać też tak zwane miasta duchy Ghost Town czyli opuszczone budynki mieszkalne, stacji benzynowe lub całe kompleksy.

Symbol upadku Drogi 66 – Two Arrows dawny motel, gdzie jedna ze strzał już się przewróciła. Wszystkie okoliczne restauracje i hotele mają w nazwie two arrows. Myślę, że wkrótce strzały znikną i za kilkanaście lat nikt już nie będzie pamiętał skąd się ta nazwa wzięła. Smutne, ale jakże prawdziwe…

Dotarliśmy też do wyjątkowego sklepiku z pamiątkami Jacka Rabbita. Na drodze 66 można spotkać jego symbol w postaci czarnego krolika. Znajdziesz tu ciekawe rzeczy miedzy innymi lizaki z zatopionymi kandyzowanymi skorpionami.

Jadą dalej pustynią nagle przed naszymi oczami wyrosły góry. Pomyśleliśmy sobie, że pewnie jedna górka i zaraz dalej znowu pustynia, a tu krajobraz z mili na milę zmienił się zupełnie jak alaskański. Pełno lasów, zieleni i park narodowy. USA jest całkowicie nieobliczalne jeśli chodzi o krajobrazy. Wszystko może się bardzo szybko zmienić.

Gdy wjechaliśmy do miasteczka Flagstaff okazało się , że jest nawet sklep ze sprzętem narciarskim, a zimą zjeżdżają tu tłumy by szusować po białym puchu. Czym dalej jechaliśmy tym bardziej czuliśmy się jak na Alasce czy w Kanadzie, a przecież przed chwilą byliśmy jeszcze pośrodku pustyni.

.

Szukając noclegu znaleźliśmy camping nad jeziorem w parku stanowym Dogwater. Wieczorem rozpaliliśmy ognisko i jak amerykanie upiekliśmy pianki.

Chłód dał nam w kość, gdyż w nocy temperatura spadła do 10 ‚C, lecz piękno miejsca i zachwyt nad przyrodą wynagrodził nam niewygody.

Niebo było tak przejrzyste i rozgwieżdżone, że postanowiliśmy wybrać się na fotografowanie nieba. I oto co ukazało się naszym oczom po naświetleniu nocy…

Najpiękniejszy i najbardziej wymowny jest chyba ten obraz. Czujesz się jakby stojąc przed Najświętszym.

Myślę, że tak jest z naszą wiarą… Kiedy oglądasz niebo nocą, wydaje się, że to co widzisz, to wszystko co można dostrzec. Natomiast okazuje się, że wiele więcej jest zakryte przed twoimi oczami, to co jest realnie przed tobą a niewidzialne- potęga, moc, tchnienie, wielkość majestatu a jednocześnie niepojęte, niedoścignione i tak niesamowite. Na tym polega wiara. Wiara, to coś czego mimo, że nie widzę, nie słyszę, nie czuję, mam pewność, że jest, do tego jest bardzo zaskakujące kiedy zaczynam je zgłębiać. Adorując Najświętszy Sakrament widzę hostię, ale wierzę, że jest w niej Bóg-stoję przed Najświętszym jak przed nocnym niebem gdzie nie widzę wszystkiego, bo jest zakryte przed moimi oczami…

Po nocy pełnej gwiazd i obcowania z naturą nadszedł poranek ze śpiewem ptaków i modlitwą poranną nad brzegiem jeziora.

Była sobota więc zjechała się masa miejscowych, którzy mieli nawet ponton dla psa 🙂 W Stanach ludzi nic nie dziwi. Tak przeróżnego sprzętu do campingowania czy pływania po wodzie, nie widzieliśmy nigdy wcześniej. Campery wielkości małych domów letniskowych, trójkątne domki na przyczepce do ciągnięcia rowerem, rozkładane namioty piętrowe na pakach terenowych samochodów. Lampiony, światełka, girlandy… Amerykanie uwielbiają campingować. Zabierają ze sobą pół domu na weekend.

Wyruszyliśmy w dalszą podróż i okazało się, że bardzo blisko znajduje się urokliwe miasteczko Wiliams. Pełno w nim symboli i znaków historycznej drogi 66.

Zajrzeliśmy też do typowo amerykańskiego baru, gdzie znajdują się prawie sami mężczyźni z kuflami w rękach, jest ciemno, a w powietrzu unosi się zapach chmielu.

Przeszliśmy się główną ulicą

i ruszyliśmy do kolejnego kultowego miasteczka Seligman, gdzie jeszcze rok temu można było się ostrzyc u lokalnego fryzjera, który był jednym z inicjatorów wskrzeszenia Drogi 66. Niestety mimo wcześniejszych planów nie mogliśmy skorzystać z jego usług ponieważ w wieku 95 lat postanowił odejść na emeryturę 🙂 Miasteczko to również było inspiracją dla twórców firmy PIXAR do stworzenia filmu „Auta”.

Na trasie wypatrzyliśmy też wiezienie w małym miasteczku z 1860 roku

Po pełnym atrakcji dniu udaliśmy się na nocleg na tak zwany BLM. Czyli miejsce należące do państwa leżące na terenie parku narodowego , gdzie można legalnie nocować „na dziko”. Lecz zanim tam dojechaliśmy trzeba było uzupełnić zapasy.

A jak było w nocy na pustyni? Hmmm…….. Jutro napiszemy o naszym doświadczeniu totalnej dziczy, skorpionów, grzechotnika i innych…. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s